Konkurs „Legendy o Knurowie”

Dnia 2 kwietnia odbyło się uroczyste rozdanie nagród w Międzyszkolnym Konkursie pt. Legendy i nie-legendy o Knurowie. Uczestnikom dziękujemy ogromnie za pracę twórczą, gdyż nie małym wyzwaniem było stworzenie własnej legendy na temat Knurowa. Zwycięzcom i wyróżnionym natomiast składamy serdeczne podziękowania. Zapraszamy do czytania nagrodzonych tekstów!

Pierwsze miejsca

  • klasa V Maja Imbiorska MSP9

  • klasa VI Karolina Gajówka MSP7

Wyróżnienia : Alicja Bartnik Zuzanna Możdżeń Oliwia Sieprawska Aleksandra Krupka Aleksandra Grabowska MSP 9

Anna Lasota


A oto kilka legend laureatów :

,,Tragiczna, hotelowa miłość” Alicja Bartnik opiekun Iwona Maślanka wyróżnienie MSP9

      W Knurowie na Śląsku istniał hotel, bardzo popularny i rozpoznawalny. Był on przeznaczony dla górników i ich najbliższych.

    Pewnego razu jeden z górników -Bartosz- przyjechał do hotelu wraz ze swoją narzeczoną. Dziewczyna -Amelia- miała duże problemy psychiczne i była na skraju załamania. Narzeczeństwo przyjechało, aby odpocząć od codzienności i poprawić stan psychiki kobiety. Niestety, zaraz po przyjeździe Amelia wpadła w oko jednemu z kolegów Bartka. Dziewczyna nie potrafiła go odepchnąć od siebie i już po tygodniu spotykali się w tajemnicy przed wszystkimi. Ich romans trwał około miesiąca. Przy Wojtku, bo tak miał na imię jej kochanek, czuła się lepiej, a przy narzeczonym jej nastrój nastawienie do życia pogarszały się. Działo się tak, dlatego, że przy Bartku powracały myśli o tym, że musi powiedzieć mu o swoim romansie. Z tego powodu także chciała spędzać więcej czasu ze swoim kochankiem.

           Pewnego razu nie miała tyle szczęścia przy ukrywaniu swojego romansu. Jej narzeczony wyszedł na chwilę do kopalni, więc zaprosiła do pokoju Wojtka. Bartka miało nie być około godziny. Jednak okazało się, że szybciej załatwił sprawy, przez które wyszedł z hotelu. Kiedy wrócił do pokoju zastał tam Amelię całującą się z jego kolegą. Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Dziewczyna szybko wybiegła z pokoju ignorując goniące ją osoby, narzeczonego żądającego wyjaśnień. Zatrzasnęła się w pierwszym pustym pokoju. Okazało się, że jest tam broń. Mężczyzna tam mieszkający miał na nią pozwolenie, obok leżała karteczka świadcząca o tym. Cierpienie z powodu problemów psychicznych, odkryciu prawdy i prawdopodobnej utraty narzeczonego skumulowały się, a Amelia bez wahania chwyciła broń i strzeliła sobie prosto w głowę. Kiedy mężczyznom udało się otworzyć pokój było już za późno. Obok stała recepcjonistka, która też zobaczyła, co się wydarzyło w trakcie tak krótkiej chwili. Ludzie z innych pokoi i pracownicy hotelu zbiegli się. Wszyscy wiedzieli, że już za późno, że już umarła. Ludzie szeptali między sobą, wydawali dźwięki zaskoczenia, strachu, smutku i długo tak jeszcze można wymieniać. Bartek chwycił rękę zmarłej narzeczonej, przytulił do twarzy i rozpłakał się jak małe dziecko. Nie wiadomo, kto, ale ktoś wezwał karetkę, która potwierdziła zgon. Policja rozpoczęła śledztwo. Narzeczony zmarłej kobiety wyniósł się z hotelu i rzucił pracę w kopalni od razu po przesłuchaniu. Wyprowadził się tymczasowo do rodziny i uznał, że poszuka pracy w ogóle niezwiązanej z górnictwem, przeprowadzi się daleko od miejsca śmierci ukochanej osoby. Chciał, aby nic mu o tym tragicznym wydarzeniu nie przypominało, kiedy już otrząśnie się z żałoby.

            Tydzień po śmierci, kiedy na nowo otwarto hotel, a policja zakończyła śledztwo, potwierdzając samobójstwo, dziewczyna powróciła tam w postaci ducha. Zbyt dużo tam się wydarzyło, aby mogła po prostu odejść. Zaczęła straszyć wszystkie zakochane pary zjawiające się w hotelu. Miesiąc później znów zamknięto to miejsce, ponieważ zakochani skarżyli się na niezrozumiałe szepty, poruszające się przedmioty i poczucie, jakby byli obserwowani.

Budynek stał pusty przez parędziesiąt lat. Kiedy ludzie zaczęli pracować jako egzorcyści, wezwano jednego z nich do hotelu. Duch zmarłej dziewczyny został wypędzony, stwierdzono także, że budynek tylko dlatego, że Amelia się nim zajmowała, sprzątała.  Właściciel hotelu zmarł bez potomstwa, więc miejsce to nie miało właściciela. Po długich naradach władze Knurowa postanowiły otworzyć tam Dom Kultury przy ul. 1 Maja. Odbywały się w nim liczne zajęcia dla dzieci, koncerty i inne wydarzenia.


Zuzanna Możdżeń MSP 9 Opiekun Iwona Maślanka- wyróżnienie

Niedaleko Gliwic, w pewnej wsi mieszkało dwóch braci- Knur i Ów ze swoją chorą matką, bardzo ciężko pracowali na utrzymanie domu.

Pewnego dnia dotarła do nich informacja że król Polski – Kazik Siódmy szuka ochroniarza dla swojej córki. Knur postanowił wziąć udział w turnieju, który miał pokazać królowi który uczestnik jest najodważniejszy i zapewni całkowitą ochronę dla jego dziecka. Ów pomyślał, że też mógłby wziąć udział w tej rywalizacji. Poprosił brata aby pomógł  mu przygotować się do konkursu, Knur był bardzo zdziwiony decyzją brata, lecz postanowił pomóc Ówowi.

Rodzeństwo codziennie przygotowywało się do turnieju, Knur biegał dużo szybciej niż Ów, lecz Ów był lepszy w podnoszeniu ciężarów. Bracia wspierali się wzajemnie i w końcu stwierdzili, że są gotowi na starcie.

Kiedy nadszedł dzień turnieju Knur i Ów pojechali do Gniezna stoczyć pojedynek. W turnieju brało udział trzystu siedemdziesięciu czterech mężczyzn, a w tym dwustu pięciu rycerzy. Knur i Ów byli jedynymi uczestnikami pochodzącymi z biednej rodziny. W pojedynku były trzy konkurencje- bieganie, podnoszenie ciężarów, i  jazda konno. Kiedy test jazdy konno dobiegł końca król Kazik oznajmił, że musi podliczyć punkty wszystkich uczestników. Władca wrócił wraz ze swoją córką po trzech godzinach i oznajmił, że Knur i Ów ze wsi pod Gliwicami zostają zwycięzcami turnieju. Bracia byli bardzo szczęśliwi, ponieważ wygraną w konkursie nie była tylko praca polegająca na ochronie córki króla, była nią także kwota trzystu tysięcy złotych. Król pozwolił bracią pojechać do domu i spakować najpotrzebniejsze im rzeczy. Rodzeństwo wróciło do domu i o wszystkim poinformowało matkę.

Po powrocie do Gniezna Knur i Ów przez cały rok ochraniali córkę władcy. Po tym czasie bracia mogli wrócić do domu.

Po długiej podróży do wsi  rodzeństwo przypomniało sobie o pieniężnej nagrodzie. Postanowili opłacić leczenie dla swojej mamy, lecz nagroda była dużo większa. Bracia chcieli założyć miasto, ich marzeniem było aby w miasteczku niczego nie brakowało, aby były piękne parki, sklepy z pełnymi półkami.

            Po stworzeniu pięknego miasta chłopcy próbowali nazwać jakoś nowe dzieło. Mieli dużo pomysłów, lecz żaden z nich nie odzwierciedlał całkowicie wyobrażenia o nazwie miasta. Po długich przemyśleniach swoją miejscowość postanowili nazwać na cześć ich imion- Knurów.

Knurów istnieje do dzisiaj a to wszystko dzięki bracią z XIX wieku.


Karolina Gajówka I miejsce klas 6 opiekun Marzena Urbaniak „POWSTANIE KNUROWA”

Dawno temu na zachodniej części Polski żyła dziewczyna imieniem Knura. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny, matka miała korzenie niemieckie, a ojciec był Polakiem. Mieszkali  w małym, spokojnym miasteczku. Ich chata znajdowała się na wzgórzu nieco oddalonym od reszty miasta. Mieszkańcy żyli tam w zgodzie i cieszyli się pokojem. Było to dla nich bardzo ważne, ponieważ wkoło toczyło się wiele bitew i wojen.  

Dziewczyna była wysoka, miała włosy czarne jak pióra wrony, oliwkową cerę, lekko zaróżowione policzki, a jej złote oczy odbijały światło słoneczne. Miała konia o imieniu Szturm, na którym odbywała dalekie wycieczki do lasu. Nie podobało się to jednak jej matce Elżbiecie, która martwiła się o swoje jedyne dziecko. Chciała żeby córka więcej pomagała   jej w codziennych domowych obowiązkach, a rzadziej wyruszała na konne przejażdżki.

Matka Knury była tęgą kobietą o nieskazitelnej twarzy, jasnych jak pszenica włosach       i pięknych błękitnych oczach. Na jej twarzy zawsze malował się uśmiech. Knura bardzo kochała swoich rodziców i gotowa była zrobić dla nich wszystko.

Pewnego pięknego popołudnia dziewczyna jak co dzień wyruszyła na konną przejażdżkę. Poszła do stajni po Szturma. Wchodząc zobaczyła sylwetkę ojca, który karmił jej konia.

– Tato, mówiłam ci już tyle razy żebyś go nie dokarmiał! – krzyknęła.

– Wybacz – powiedział cichym głosem ojciec, – Twój koń ma bardzo duży apetyt, a kiedy patrzy tymi swoimi czarnymi wielkimi oczami nie umiem mu odmówić.

– Dobrze już dobrze – odpowiedziała i zbliżyła się do konia. Już miała na niego siadać, kiedy ojciec wziął ją za rękę.- Tato puść mnie, chcę się tylko na nim przejechać. Przecież to Szturm, nic mi nie zrobi.

– Mam złe przeczucia – powiedział nie puszczając ręki córki – Knuro, nie jedź dzisiaj nigdzie.

– Spokojnie ojcze nic mi nie będzie. Puść moją rękę! – to powiedziawszy wyrwała rękę ojcu   i wsiadła na konia.

– Jest za cicho, zdecydowanie za cicho – szepnął. – Cicho jest tylko przed burzą. Wiatr umilkł, ptaki nie śpiewają. Knuro ostatni raz cię proszę nie jedź – spojrzał na nią, jego oczy były smutne i przepełnione troską o dziecko. Nie rozumiała ojca. Zazwyczaj cieszył się, że podróżuje, a nie siedzi w miejscu.

– Ojcze pozwól mi ten ostatni raz.

– No dobrze, ale weź to – powiedział. Odwrócił się do drzwi stajni, za którymi leżało długie, zniszczone pudło. Wziął je i podszedł do córki. Oczom Knury ukazał się miecz.

– Będzie ci dobrze służył, tak jak kiedyś mi w wojsku.

Knura wzięła do ręki klingę. Była idealnie wyważona i świeciła niebieskim światłem. Rękojeść zdobił czarny jak noc kamień. Zeszła z konia i rzuciła się ojcu na szyję.

– Dziękuję!

– Używaj go rozważnie. Naucz się nad nim panować. A teraz wsiadaj i jedź.

Szybciutko przewiesiła miecz przez pas i wsiadła na Szturma.

-Wiooo – krzyknęła.

Knura pędziła przez łąki i pola zastanawiając się nad słowami ojca „Cicho jest tylko przed burzą”. Niepokoiło ją to. Nawet nie spostrzegła, kiedy dotarła na polanę otoczoną głazami. Często na nią przyjeżdżała, tylko tam odnajdywała spokój. Zeszła z konia i usiadła pod głazem wyciągając miecz zza pasa. Zastanawiała się, po co ojciec jej go dał. Jak niby miała nauczyć się nim władać? Chciała jednak spróbować. Wstała i zamachnęła się mieczem. Spodobało jej się to. Wykonała kilka pchnięć w bok i w przód. Przestępowała z nogi na nogę próbując wykonywać obroty. Zanim się obejrzała był już wieczór. Zmęczona usiadła pod wierzbą i poczuła dziwny zapach. Mieszaninę dymu i koni. Jakby coś się paliło, jakby coś zostało zniszczone.

– O nie – jęknęła.

Szybko podniosłą się i gwizdnęła na Szturma. Przybiegł błyskawicznie. Wsiadła na niego       i powiedziała:

– Do domu.

Koń zarżał i pogalopował. Knura miała złe przeczucia, przez całą drogę szykowała się na najgorsze. Jednak to, co zobaczyła na miejscu załamało ją. Domy stały w płomieniach, a dym unosił się wszędzie. Zeszła ze Szturma z mieczem w dłoni i podeszła bliżej. To co zobaczyła przeraziło ją – jej oczom ukazały się pozostałości rodzinnego miasteczka. Brukowane uliczki były zalane smołą, cegłami. Wszędzie leżały ciała. Knura stanęła w miejscu i zdusiła szloch. Pobiegła jak najszybciej do swojego domu. Na miejscu stanęła jak wryta. Przy progu drzwi było porzucone ciało matki i ojca, który zapewne zginął w obronie żony. Odrzuciła miecz na bok i podbiegła do rodziców. Uklękła przy nich, wtedy stało się coś niespodziewanego. Ojciec otworzył oczy i zakaszlał.

– Ojcze ty jednak żyjesz!- krzyknęła dziewczyna, a z jej oczu popłynął strumień łez.

– Oni przyszli znienacka – powiedział ochrypłym głosem i zakasłał – Było ich zbyt wielu. Cieszę się, że przyszłaś. Idź na południe. Tam też mają zaatakować pomóż tamtejszej wiosce. Zdążysz przed nimi. Weź ten miecz i pomścij swoich rodaków. To moja ostatnia prośba – powiedziawszy to zamknął powieki i wyszeptał – Na mnie przyszedł już czas – były to ostatnie słowa, które Knura od niego usłyszała.

– Pomszczę cię ojcze obiecuję – powiedziała dziewczyna i zabierając miecz wskoczyła na konia.

– Zabierz mnie na południe do wioski, która będzie potrzebować pomocy – szepnęła łamiącym się głosem.

Koń zrozumiał ją i pobiegł galopem, oddalając się od spalonej wioski.

Podróż Knury trwałą trzy dni. Po drodze nie spotkała żadnych żołnierzy ani innych zagrożeń. Zastanawiała się, dlaczego jej ojciec ją tu wysłał. Przecież, co ona mogła zrobić. Ostrzeże ich i co z tego? Wioska pewnie jest mała i nikt nie umie się bronić.

Kiedy dotarła do małej wsi, przystanęła przy jednym z domów i zeszła z konia. Znalazła stajennego i poprosiła go o zaopiekowanie się jej koniem. Zgodził się od razu. Dziewczyna wchodząc do wioski zobaczyła jak bardzo przypomina jej zniszczony dom. Brukowana uliczka, na, której bawiły się dzieci, małe chatki stojące po obydwóch stronach drogi. Młodzi ludzie śpieszący się do pracy, starsze osoby patrzące na wszystko wzrokiem pełnym nadziei. Nie mogła pozwolić by ich również to spotkało. Podeszła do najbliżej stojącej osoby i spytała:

– Przepraszam, czy mogłaby mi pani powiedzieć gdzie jest ratusz?

– Idź prosto do końca tej drogi. Zobaczysz tam biały budynek, to właśnie ratusz.

– Dziękuję.

Knura poszła zgodnie ze wskazówkami kobiety i piętnaście minut później wchodziła już po schodach do budynku.

Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – zapytała kobieta siedząca przy stole i przeglądająca księgi.

– Przyszłam ostrzec was przed armią, która tutaj zmierza. Zaatakowała moje miasto i teraz zmierza w waszą stronę.

– Skąd to wiesz?

– Mój ojciec zginął w obronie tamtego miasteczka. Teraz są tam już tylko ruiny spalonych domów.

– Nie, to niemożliwe – odpowiedziała kobieta. – Muszę porozmawiać z Radą Starszych.

– Nie mamy czasu! – krzyknęła rozpaczliwie dziewczyna. Nie mogła pozwolić na kolejną stratę. Obiecała coś ojcu. Nie chciała żeby ci ludzie stracili dom. – Proszę mnie wysłuchać. Musicie wezwać ludzi do broni. Pani nie wie, jakie zniszczenia was dotkną. Wszyscy stracicie dachy nad głową. – dodała opanowanym głosem.

– Nie wierzę. Na pewno nasi zwiadowcy dali by nam sygnał. A tak poza tym mamy mocne umocnienia na północy.

– Oni nadejdą z zachodu. Jak nie chcecie mi pomóc sama to zrobię. Obiecałam coś ojcu           i dotrzymam słowa. Zamierzam zginąć w walce, a nie chowając się po kątach w strachu, że po mnie przyjdę. Żegnam – powiedziawszy to dziewczyna odwróciła się i wyszła. Na odchodne usłyszała jeszcze:

– Spróbuj tylko komuś pisnąć o tym słówkiem to zawiśniesz na stryczku.

Knura pobiegła po swojego konia i pogalopowała na polanę, na której miało się odbyć decydujące starcie. Pomimo wyczerpania i strachu chciała walczyć. Wyjęła swój świecący na niebiesko miecz zza pasa i wyszeptała:

– Ojcze pomóż.

Wstała i wtedy stało się coś niespodziewanego. Popękała ziemia i zaczęły się z niej wyłaniać niebieskie postacie wyglądające jak żołnierze. Było ich coraz więcej i więcej. W końcu szczeliny się zamknęły. Knura odskoczyła wystraszona. Już zaczęła się wycofywać, kiedy środkowa postać przemówiła głębokim, ochrypłym głosem:

– Odpowiadamy na wezwanie. Jesteśmy gotowi do walki i czekamy na rozkaz.

-Kim jesteście? – zająknęła się dziewczyna.

– Jesteśmy duchami poległych. Tylko osoba o czystym sercu może nas wezwać. Miecz, który trzymasz w ręku nosi nazwę in omnibus, co po łacinie znaczy wszystkowiedzący. Twój ojciec otrzymał go od ostatniego władcy duchów. Wezwać nas można tylko raz w życiu w razie największego kryzysu. Czemu więc ty nas tu wezwałaś?- Tam w dole jest wioska, która zostanie zaatakowana lada chwila. Nie chcą mnie słuchać       i nie chcą się bronić, bo uważają, że kłamię. Obiecałam ojcu, że uratuję tę wioskę. Mam zamiar to zrobić. To były jego ostatnie słowa przed śmiercią. Proszę pomóżcie mi – dziewczyna zalała się łzami. Nie mogła już dłużej tego znieść. Miała nadzieję na pomoc mieszkańców. Nie otrzymała jej, teraz zapewne zaprzepaściła drugą szansę. Wtem poczuła dłoń na swoim ramieniu. Podniosła głowę i ujrzała oczy mężczyzny. Były tak samo smutne jak jej ojca.- Pomożemy ci. Otrzyj łzy, na pewno damy radę.- Dziękuję.W tej samej chwili rozległy się trąby i zza wzgórza zaczęła wyłaniać się armia nieprzyjaciela.- Czas na bitwę – mruknęła dziewczyna, po czym dodała – Może uda mi się przemówić im do rozsądku. Zaczekajcie na mój sygnał.Podeszła bliżej w stronę wroga, który zdezorientowany zatrzymał się.- Stać – krzyknęła Knura – Ani kroku dalej, albo pożegnacie się z życiem.- Phi. Nie będziemy słuchać jakiejś dziewuchy. Lepiej się odsuń. To nie twoja walka – odparł jakiś człowiek na koniu. Zapewne ich wódz. – Mylisz się, to moja walka.- Jak tam sobie chcesz. Do ataku!- Do ataku!- krzyknęła Knura i rzuciła się do walki. Cięła każdego, kto stanął jej na drodze.Kątem oka zobaczyła jak jej nowi przyjaciele zabijają przeciwników. To dodało jej otuchy. Będzie walczyć dla siebie. Dla ojca. Nie będzie się już nigdy bać.- Pomszczę cię ojcze!- krzyczała. Każdy, kto próbował się przed nią bronić ginął w ciągu kilku sekund. Torowała sobie drogę do ich przywódcy. Jeśli on zginie wygramy. Mężczyzna siedzący na koniu uśmiechnął się do niej.- No, no. A cóż to? W końcu mam godnego przeciwnika – powiedziawszy to zeskoczył           z konia.- Zabiłeś mi ojca, więc ja zabiję ciebie – warknęła dziewczyna i rzuciła się na niego. Niestety on był szybszy. Teraz to on atakował. Robił wyrzuty w przód i w tył. Ciął w prawo i w lewo  z niesamowitą prędkością i precyzją.CIACH! Knura upadła. Z rany na jej nodze zaczęła sączyć się krew.- Oj, oj. To chyba twoja ostatnia walka. Trzeba było nie mieszać się w nieswoje sprawy.- Mylisz się – powiedziała.Cięła w rękę, w której trzymał miecz. TRACH! Miecz wypadł mu z dłoni. Knura wykorzystała jego szok i dźgnęła go w serce. Padł na kolana.- Ze mną się nie zadziera – szepnął jej do ucha.Knura poczuła ostry ból w klatce piersiowej. Spojrzała w dół i zaniemówiła. Z klatki piersiowej sterczał jej sztylet. Krzyknęła z bólu i rozpaczy. Zjawił się przy niej mężczyzna,    z którym rozmawiała przed bitwą. Kopnął truchło wodza i szepnął dziewczynie do ucha:- Ocaliłaś to miasto. Zasłużyłaś na coś lepszego niż śmierć. Przysięgam ci, że nigdy o tobie nie zapomnę.- Dziękuję. Mam ostatnią prośbę. Zanieś moje ciało do tamtego miasta, opowiedz o bitwie      i pochowaj mnie tam – powiedziawszy to Knura zamknęła oczy. Złote oczy, które już nigdy nie zobaczyły światła słońca.Mężczyzna zwołał swoich kompanów i podnieśli ciało niedawno zamarłej dziewczyny.Przenieśli je przez całe pole bitwy, aż do miasta. Tam zaciekawieni niebieskim światłem mieszkańcy wyszli z domów zobaczywszy martwą dziewczynę niesioną przez duchy od razu zrozumieli, co się stało. Była bitwa. Dziewczyna poległa za ich miasto i bezpieczeństwo. Zaczęli zbierać się przed ratuszem. Wyszła z niego kobieta i zobaczyła korowód. Zrozumiała, co się stało i podeszła do mężczyzny trzymającego dziewczynę.- Nazywała się Knura i pochodziła ze szlacheckiej rodziny. Oddała za was życie. Chciała żeby ją tu pochowano razem z mieczem – powiedział nieznajomy.- Oczywiście. Żeby uczcić pamięć naszej małej bohaterki nazwiemy to miasto od jej imienia Knurów.- Knurów, dziękuje ci Knuro obrończyni niewinnych i bezbronnych – zaczął śpiewać tłum.Miecz rozpadł się, gdy tylko kobieta wzięła go w dłoń. Zapadł się pod ziemię. Wszyscy myśleli, że to już koniec tej wspaniałej klingi. Ale on tylko czeka. Czeka, aż pojawi się osoba o dobrym sercu, która nie wykorzysta go do złych celów i pomoże wszystkim w razie potrzeby. Podobno czeka do dziś.Dziewczyna została pochowana przy ratuszu, żeby każdy mógł zobaczyć, co potrafi zrobić człowiek z czystej dobroci serca. Knura nawet nie znała tych ludzi, a jednak oddała za nich życie. Ludzie czasami potrafią być okrutni, ale musimy pamiętać, że w każdym z nas drzemie  „mały bohater”, musimy po prostu go w sobie odnaleźć. Próbujmy zrozumieć innych bez przemocy. Bo przemoc tylko zabiera, a nie daje.                                                                                                                                     KONIEC

                                                                                              Autor: Karolina Gajówka 6c MSP7


Mają Imbiorska I miejsce wśród klas 5 opiekun Joanna Nowak MSP9  „Legenda  o Fochu”

Podczas ostatniej wigilii moja babcia, siedząc przy rozpalonym kominku, opowiedziała mi bardzo ciekawą legendę o knurowskiej kopalni, w której pracował mój dziadek.

Dawno , dawno temu w naszym mieście pewien mieszkaniec o imieniu Ferdynand zapragnął znaleźć coś, czego nikt nigdy nie widział i nie znał.  W poszukiwaniu drogocennego skarbu zaczął kopać na swoim polu  dziurę w głąb ziemi. Po kilku miesiącach jego uwagę przykuł czarny jak smoła kamień.  Chcąc przekonać się, czy znalezisko jest coś warte , udał sie do mędrców , aby wypowiedzieli się, co na ten temat myślą. Po pewnym czasie Ferdynand zaniepokojony brakiem informacji, postanowił ich odwiedzić. Pojawił się podczas wieczornego spotkania przy ognisku pytając , co z jego kamieniem. Wszyscy uznali go za głupca wierzącego w czarny brudny kamień. Zdenerwowany poprosił o zwrot przedmiotu kpin. Rozwścieczony cisnął kamień do ognia i z fochem na twarzy udał się do swojej chaty.

Po pewnym czasie mędrcy zauważyli , że kamień się pali . Jakież było ich zdumienie, kiedy w miarę upływu czasu drewno wygasło , a kamień się żarzył i wokół roztaczało się przyjemne ciepło.  Wtedy mędrcy postanowili odnaleźć Ferdynanda i przekazać mu to , co zaobserwowali , jednocześnie przepraszając za zachowanie. Wszyscy stwierdzili, że należy wydobywać ten czarny skarb. Ferdynand ogrodził swoje pole i miejsce wykopalisk. W ciągu kilku najbliższych tygodni zorganizował narzędzia i ręce do pomocy. Nadzorował też wszystkie prace, lecz nie był z nich do końca zadowolony i wiecznie chodził z nadąsaną miną. Uważał, że ludzie zaangażowani w jego przedsięwzięcie nie starają się i za mało wydobywają czarnego złota, czyli węgla, górnicy nazywali swojego nadzorcę „Panem Fochem”, ponieważ chodził wiecznie niezadowolony.

Stąd nazwa i związana z nią legenda o jednym z szybów kopalnianych na terenie miasta Knurów. Nazwę „Foch” szyb  otrzymał po śmierci Ferdynanda, aby upamiętnić odkrywcę czarnego złota w tym miejscu.


Oliwia Sieprawska wyróżnienie opiekun Iwona Maślanka MSP 9 „O MORTENIE I POWSTAŃCACH ŚLĄSKICH”

Za czasów króla Mortena, który panował w Polsce w latach 1012-1027, w kraju panował wielki głód. Ludzie nie mieli co jeść, a zły król nie interesował się swoimi poddanymi.

            Ojciec Mortena-Władysław był mądrym i sprawiedliwym władcą.W celu zawarcia sojuszu z Anglią, poślubił Annę-młodą i piękną córkę króla Anglii, Addisona i jego żony Elżbiety. Królewna miała piękne ciemno brązowe oczy, kruczoczarne włosy i ciemne czerwone usta, które odziedziczyła po matce. Jednak mimo swojego wyglądu, dziewczyna była wyjątkowo wredna i chciwa. Myślała tylko o sobie i nic jej nie zadowalało. Władysław-chociaż wiedząc jaka jest jego żona-starał się być wyrozumiały i cierpliwy. Na 21 urodziny kupił dziewczynie piękny, złoty naszyjnik wysadzany brylantami oraz kazał wyrzeźbić pomnik na jej cześć. Niestety, nie zadowoliło jej nawet to. 

            Dwa lata po ślubie z Anną władca zmarł, nie wiedząc, że jego żona spodziewa się dziecka-Mortena. Kobieta wychowywała chłopca sama. Zmarła na gruźlicę, gdy dziecko miało 7 lat. Od tego czasu Mortenem opiekowały się zamkowe pokojówki i nianie. Jednak państwo nie miało króla, a jedynym prawowitym następcą tronu był syn króla Władysława. Tyko, że to było jeszcze dziecko.

            Ostatecznie rada doszła do wniosku, że Morten będzie podejmował różne decyzje dotyczące kraju. Będą natomiast pomagać mu doradcy, którzy będą mieli nauczyć go panowania nad królestwem.

Niestety. Ludzie są chciwi i zazdrośni. Myślą tylko o sobie. I tak młody monarcha wychowywany w zazdrości i nienawiści, wyrósł na wrednego i chciwego króla, który myślał tylko o sobie i nie interesował się poddanymi. Tak jak jego matka był zarozumiały i nic go nie zadowalało.

            W wieku 18 lat Morten został koronowany na króla. Szczególnie nienawidził Górnego Śląska, gdyż tam pochowano jego rodziców. Obywatele na przykład Knurowa lub Rybnika byli gnębieni i aresztowani praktycznie bez powodu. Społeczeństwo starało się protestować, jednak żołnierze karali śmiercią lub więzieniem uczestników nawet najmniejszych wystąpień. Ludzie byli bezsilni, a nieznający litości król nakładał na nich coraz silniejsze represje.

           Morten zajęty sobą, nie widział potrzeby zawarcia sojuszu z innymi krajami. Nie słuchał doradców, którzy wiedzieli, że jeśli tego nie zrobią może ich czekać wojna. Jednak król nie słuchał, a sytuacja między Polską a Litwą coraz bardziej się napinała. Król Litwy-Gediminas zaproponował Mortenowi przymierze poprzez ślub swojej córki-Gabiji, z polskim królem. Niestety Morten odmówił i doszło do wojny, która  oficjalnie zaczęła się 21 marca 1027r. Żołnierze Litewscy mieli ogromną przewagę nad nielicznymi oddziałami polskimi. W rezultacie w zaledwie kilka dni Litwa pokonała Polskę, która musiała się poddać.

            Korzystając z okazji zajęcia króla i rycerzy bitwą, ludność Górnego Śląska zaczęła organizować powstania, które w większości zakończyły się powodzeniem.

            Złego króla Mortena „zrzucono” z tronu, a jego miejsce zajął król Ludwik, który był dobry, życzliwy, sprawiedliwy i mądry. Zawarł on wiele sojuszy, na przykład z Słowacją i Niemcami oraz miał dużo potomstwa, które ucząc się mądrości od ojca, po jego śmierci mogło dalej dbać o kraj i o to, aby się rozwijał.

            Od tego momentu w kraju zawsze już panowali mądrzy i dobrzy władcy, a historia Morata została legendą i przestrogą dla niegrzecznych dzieci. Jedyną pamiątką po tych wydarzeniach stał się pomnik Powstańców Śląskich, który nakazał wybudować jeden z potomków króla Ludwika, jako przestrogę przed chciwością i egoizmem.

Opracowanie graficzne Witek Kozaczkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *